milczenie




szare podwórka, deszcze niewielki, listopad...i ten zachwyt. leżeliśmy jak na łące pełnej kwiatów choć to była tylko kołdra z supermarketu. a jednak, ta świetlista przestrzeń i poczucie otwarcia. zapatrzeni w siebie nawzajem. objawiało nam się porozumienie. odurzenie. może zagubienie? nie jest zimno, ani ciepło, a przecież dygocę. pod spodem przerażenie, to naprawdę możliwe? taka bliskość? bezbronność?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz